poniedziałek, 16 marca 2020

UCM 10 mm & Space Hulk Tactics (Xbox)

"You must die I alone am best!"*

Zitajta!



Między myciem rąk, robieniem risotto i czytaniem książki "Makaron na 1000 sposobów" udało mi się pomalować parę małych czołgów. Na tapecie oczywiście modele z DropZenka w skali 10 mm. Figurki małe i z pozoru proste do malowania. Kupiłem sobie do pomocy specjalnie farbę CONTRAST o iście wojskowym charakterze - MILITARUM GREEN. I chyba niepotrzebnie jej użyłem, bo zostawia charakterystyczne smugi. Ja nie widzę zbyt wielkiej różnicy pomiędzy łoszem. Ale możecie się nie przejmować jakoś moją uwagą, bo to jakby trener drużyny Plon Garbatka doradzał sir Alexowi Fergusonowi. Trzeba popracować jeszcze i usprawnić metodę. Plan był prosty: contrast, a potem miał być delikatny drybrush. D E L I K A T N Y. I tyle, koniec malowania. Niestety z efektów jestem średnio zadowolony, jakoś tragedii nie ma, ale oczekiwałem ciut lepszego wykończenia. Metoda suchego pYndzla była kluczem do zwycięstwa, ale zauważyłem że w pewnym momencie na modelach pojawiły się grudki farby, wiecie, na pewno widzieliście nie raz na ulicy panią tapeciarę, która miała więcej podkładu na policzkach niż BMW 316i na nadkolach. Chociaż być może zbyt wiele od siebie wymagam, ale jak się oczy napatrzą... to aż się chcę coś równie dobrze zmalować. Zwłaszcza, że podręcznik ma dużo pięknych zdjęć.






Sześć czołgów i jeden transportowiec. Trzy czołgi z działem przeciwlotniczym i trzy z działem... no takim, jakimś tam laserowym czy tam inna plazma zasilana bateriami 3xAAA. Każdy model jest troszkę inny, zwłaszcza jeden wyszedł jakby "jesienny", ale tutaj niepotrzebnie użyłem pewnej rzeczy. Wbrew pozorom nie gryzie się to wszystko bardziej niż mleko z gruszkami. Zostały do zmalowania jeszcze dwa transportowce, dwa powietrzne statki i sześć oddziałów małych ludzi - nie mam pomysłu co uczynić z ich podstawką. No i potem będę mógł się wziąć za PLAGĘ (nie mam tu na myśli podatków). Ale czuję w kościach, że kompletnie mi nie wyjdzie : (

Space Hulk: Tactics (xBox)


Od razu uprzedzam nadgorliwych czytelników i boty erotyczne z Tanzanii, że nie będę zajmował się notorycznie recenzjami gier, scena jest ogromna, np. YT lepiej się do tego nada. Być może od czasu do czasu wrzucę tutaj krótką notkę a'la "rzut okiem", a że Bitewne-Wrota Łorhamerem stoją, to postanowiłem Was pomęczyć. Także jeśli przechodzisz przymusową kwarantannę, bo w pracy wykryli u Ciebie wysoką gorączkę o charakterze agonalnym (czyt. 37,5 C - tyczy się tylko mężczyzn), to możesz czytać dalej. W przeciwnym wypadku zostaw lajka, łapkę w górę i koniecznie subskrybuj nasz kanał... zaraz, zaraz, chyba się zanadto rozpędziłem. Ok, przed państwem nic innego jak gra taktyczna z kosmicznymi marynarzami (?) w rolach głównych.

Gra się strasznie długo wczytuje!

Gdzieś wyczytałem, że to dokładne odzwierciedlenie gry planszowej której nikomu przedstawiać za bardzo nie trzeba. Space Hulk'a od dawna nie można już kupić w normalnym obiegu, pozostają aukcje na allegro za 500-700 zł. Co ciekawe, gra miała kiedyś polskie wydanie. Jak komuś się w tym momencie zakręciła łezka w oku, to proponuję poczytać na commandpoint historię gry w trzech częściach: 12 i 3. Jeśli tak jak ja, nie miałeś okazji zagrać w normalną grę, pozostaje gra na kompa bądź konsole.

W grze możemy rozegrać kampanię solo w której dowodzimy odziałem Krwawych Aniołów lub Genokradami. Na planszy wybieramy misję które nie będą się niestety sobą zasadniczo różnić, mamy cel główny i poboczny za którego wykonanie dostaniemy dodatkowy hajs. Potem dzięki temu możemy ulepszać swoich terminatorów, którym możemy dokupić moduł, kupić lepszą broń lub kartę - będziemy później jej używać w normalnej rozgrywce.


Gramy na niewielkiej planszy przepełnionej korytarzami, poruszamy się żółwim tempem aby dosięgnąć celu i wykonać misję. Gra genokradami zupełnie różni się od gry kosmicznymi marines, żołnierze mogą wykonywać dodatkowe akcje jak warta czy obrona. Ale żeby dowiedzieć się jak prawidłowo zagrać synami Imperatora, to polecam najpierw zagrać kampanię robakami. 


Gra się strasznie schematycznie niczym w sapera. Brak tutaj wymyślnych taktyk, trzeba się specjalnie ustawiać terminatorami żeby nie zostać zaatakowanym z boku lub z tyłu. Komputer też niestety gra szablonowo co widać w grze kiedy grami tymi złymi np.co chwilę odpala obserwacje, a wtedy nie ma szans żeby podejść blisko wroga i utopić w nim szpony. To normalne że w trakcie warty terminatora zginie pod rząd czterech naszych genokradów i wczytywanie poprzedniego sejva nic tu nie da, jakby rzuty były już zaplanowane z góry. Dlatego jedną misję będziesz się męczyć i w końcu zrezygnujesz i zaczniesz od początku, a następnie ją wygrasz tak po prostu w np.trzeciej turze - bo akurat sierżant ustawi się boczkiem i zabijesz go szybko, co było celem głównym misji.


Rzuty na strzał i walkę wręcz są oczywiście procentowe, ale jakoś specjalnie nie należy brać pod uwagę tych liczb, bo losowość jest duża i bardzo momentami wkur... frustrująca. Oczywiście mamy karty którymi ratujemy się w każdej turze, ale czasami to za mało. Ludzie ruszają się za wolno, robaki za szybko, ale od początku było wiadomo, że rozgrywka nie należy do prostych.  Dlatego myślę, że gra dostaje drugie życie w rozgrywkach z drugim graczem. Człowiek to jednak człowiek, zdarza mu się zagrać totalnie z czapy. Szkoda tylko że serwery są nieczynne i nie ma możliwości zagrać z kimkolwiek, mam nadzieję że gracze na PC i PSX4 nie mają z tym problemu.


Graficznie jest okej, czujemy aurę złowrogiego, opuszczonego statku. Widać i słychać wyraźnie wystrzały z boltera, mamy charakterystyczne zwolnienia jak na amerykańskich filmach. Jest nawet zaimplementowany widok z pierwszej osoby - ale tylko w przypadku marines. Klimacik słychać i czuć wyraźniej jak obornik na polu.



Zauważyłem ciekawą rzecz, że bardzo mało osób ukończyło kampanię (bez względu na wybór strony konfliktu), czym jest to spowodowane? Właśnie schematycznością, komputer gra niemal identycznie w każdej grze. Krok do przodu i obserwacja - może tak stać kilka tur i wcale się nie ruszy o kwadracik Jeśli uda ci się zabić chociaż jednego terminatora, to zrobiłeś krok do przodu, jeśli dwóch, to już w zasadzie wygrałeś potyczkę. Gra Blood Anglesami jest trudniejsza i nie dziwie się, że po drodze sporo graczy rzuciło to w kąt, kiedy kolejny raz na kostce wypadły zbyt małe liczby. A strata każdego członka drużyny jest wyraźnie odczuwalna.


Pomiędzy misjami nie ma co robić, mulitplayer nie działa. Mamy co prawda na otarcie łez edytor poziomów, także możemy sami tworzyć ciekawe plansze. Gra mechanicznie chyba nie przetrwała próby czasu, mimo to mam ochotę przejść kampanię, bo gra mi się fajnie, ale ja znowu bardzo lubię gry turowe. Kosmiczny wrak ma coś w sobie, coś... co ciągnie mnie jak magnes.

sobota, 7 marca 2020

DROPZONE COMMANDER & FKB 67

"Wiedziałem że tak będzie 
Ja wiedziałem że tak będzie"*


Zitajta!


Tematem przewodnim kolejnej edycji "Figurkowy Karnawał Blogowy" jest P R Z Y G O D A! Rozpoczynam właśnie swoją przygodę z grą Dropzone Commander, dlatego zapraszam Was na unboxing (czyt. rozpakowanie) pudła startowego do tejże ciekawej gry.




Mamy XXVII wiek, ludzkości nie wykończył koronawirus COVID-19 tylko plaga z kosmosu, czyli nic innego jak kosmici - tacy z krwi i kości.Uciekliśmy na inne planety, a naszą rodzimą ziemię zajęli ONI. Czas jednak na odwet i odzyskanie naszej kolebki. Planetę porosły już mchy i porosty, mimo to pani Maryla Rodowicz nadal śpiewa na koncertach sylwestrowych, słowem ma się świetnie i dobrze. Tak rozpoczyna się nasza gra w skali 10 mm. Startowe pudło nie jest już chyba w Polsce nigdzie dostępne i wygląda na to, że nabyłem ostatni egzemplarz. Liczyłem, że może to jakieś wznowienie, ale niestety nie, na pudle widnieje napis 2013, także to żadna reedycja, tylko stary, poczciwy starter od nieistniejącego już studia HAWK Wargames. Oczywiście gra nie umarła, ma się dobrze i nadal są wypuszczane nowe modele, studio zostało wykupione już jakiś czas temu przez TTCombat. DropZenka nabyłem za 220 złotych w sklepie mgla.pl, czyli jak na dzisiejsza standardy gra jest stosunkowo... tania. Co za rarytasy znajdziemy w środku?




Duże kartonowe pudło, z przodu wielka grafika, a z tyłu przedstawione są jak na dłoni wszystkie komponenty które znajdziemy w środku. Na początek pokaże nic innego jak FIGURKI! To one grają tutaj pierwsze skrzypce, w Internecie wszyscy zachwalają ich design. Mamy po trzy identyczne ramki na każdą nacje: 3x Scourge, 3x UCM. Podpowiem że bok kwadracika na różowej podkładce odpowiada dokładnie jednemu centymetrowi. 




Licząc od góry to: UCM - ludziska, Scourge - kosmosi, oraz inne przybory. Jest nawet miarka z logo, wprawdzie jest ona skromnych rozmiarów, ale chyba mało kto dodaje taki gadżet do swoich gier. Detale na figsach są ładne i ostro zarysowane. Po złożeniu będą wyglądały bardzo interesująco, a nie mogę się doczekać jak je (brzydko) pomaluje.





Mamy kartonowe znaczniki, kartę ze skróconymi zasadami, statystyki dla naszych oddziałów, czarno-białą instrukcję składania modeli, dziesięć kartonowych budynków i dwie mapy które powinniśmy ze sobą połączyć. Budynków jeszcze nie złożyłem i nie podkleiłem ze sobą, bo nie mam pomysłu gdzie mógłbym je składować. Chyba będzie trzeba je schować do piwnicy, albo gdzieś wysoko nad szafą. Mapa jest spoko, ale trzeba będzie w przyszłości pomyśleć jednak o macie. Na szczęście na drugiej stronie są grafiki, także mogą nam posłużyć za plakat.



























No i na koniec podręcznik główny. Co jak co, ale  jest on niesamowity! Ogrom przepięknych ilustracji, które chłoną nasze oczy szybciej niż gąbka wodę. Jest zarys historii, zasady, statystyki dla wszystkich czterech nacji, scenariusze i setki obrazków. Muszę przyznać, że to chyba jeden z najlepiej wydanych podręczników "głównych" jaki widziałem. Poziom jest naprawdę wysoki i będę często do niego zaglądał.

Trochę już skleiłem czołgów i ludzików, także przygoda została rozpoczęta!



niedziela, 23 lutego 2020

Giełda staroci & comeback

"Hello, it`s me"*



Zitajta!


Jak napisała Viluir w ostatnim komentarzu: "Nie ma za co przepraszać, ot po prostu trza się wziąć i wrzucić coś nowego, przypomnieć się, że się istnieje w tym blogowym świecie :-)". No to o sobie przypominam! Przemogłem samego siebie i zmalowałem figurkę, co za tym idzie, mogę wrzucić kolejnego posta. Przerwa była długa, a nawet bardzo. Zebrany materiał leżał i się kurzył, a do tego nie zrobiłem całorocznego podsumowania, co odbiło się szerokim echem w świecie blogerskim. Do tego stopnia, że pojawiłem się w wieczornym wydaniu "Wiadomości" na słynnym "pasku" TVP.



Mało tego, erotyczne boty z Tajlandii przestały mnie odwiedzać co bardzo zmartwiło moją skromną osobę. No i dobra, zostawmy na chwilę narzekania i przejdźmy do konkretu. Kolejny dzikowiec pomalowany, jest to jakiś...  łorczy chorąży? Albo coś w ten deseń, trzyma jakąś laskę w kształcie głowy chińskiego smoka. Figurka mnie się podoba, wyszła mi spoko. Aby nie obciążać zbytnio Twojego wzroku, mój drogi czytelniku, podaję tylko jedno zdjęcie - reszta i tak była kijowa. 



Proszę mi wybaczyć, ale muszę się powtórzyć. Na Boga, ileż te figurki mają różnych linii podziału! Widać wyraźnie na udzie i kle tego guźca - taka świnia z Afryki. Ale sami wiecie, już wszystko w podkładzie, sklejone, trzeba by to skrobać i znając życie w czasie tego procesu na pewno kopyta by się odkleiły od podstawki, potem to trzeba łączyć jakimś Poxipolem. Zostawiam jak jest.


Giełda staroci


Kolekcjonerska Giełda Różności w Ostrołęce odbyła się 26 października ubiegłego roku. Przez moją nieaktywność materiał publikuje dopiero dziś. Wybrałem się z dzieciakiem, bo byłem bardzo ciekaw co tam zastane. Oprócz monet i staroci z okresu wojennego liczyłem (ale tym razem głośno, a nie po cichu) na jakieś różne rzeczy związane z naszym hobby. Tak naprawdę to znalazłem  modele głównie wszelakich kolejek i wagoników , było trochę jeszcze modeli militarnych. Ceny jednego wagonika wahały się między 200 - 300 złotych, warto dodać fakt że część była naprawdę bardzo starych, także był to dobry sposób na uzupełnienie kolekcji, bo gość miał naprawdę duży wybór. Kolejka to marzenie chyba każdego faceta, ale musiałbym zostawić tam swoją całą wypłatę żeby mieć jako tako czym się bawić. 
Nadmienić muszę, że naliczyłem podczas zwiedzania tylko dwójkę dzieci, główną publiczność stanowiły osoby w wieku emerytalnym. Czyżby to było hobby tylko dla starych ludzi? Stoisk było dużo i było na czym zawiesić oko. Zrobiłem trochę zdjęć i zapraszam do obejrzenia, bo tak naprawdę one oddają wszystko co można było tam zobaczyć.