piątek, 9 czerwca 2017

Bloodsecrator BASIC

"A ja tam mamo tam, gdzie już bliżej niźli dalej
Zanim sen minie ten, jeszcze mamo mleka nalej
Jeszcze raz przytul mnie i serdeczna daj przestrogę
Zanim dzień spłoszy sen, pójdę mamo w dalszą drogę"*


Zitajta!


Postanowiłem wybrać się z motyką na księżyc. Z racji tego, że cały mini starter
do AoS'a został pomalowany, postanowiłem w roli poszkodowanego wybrać nie byle kogo.
Bloodsecrator we własnej osobie! Figurka must have w armii każdego fana Boga Krwi!
Postać arcyciekawa ze względu na swój wielki sztandar (baner?), warkocz z kości i
wysunięty topór w dłoni. Obok tego gościa nie można przejść obojętnie. Sprzedawany
często na allegro przez "Januszy Biznesu". Tak i ja postanowiłem kupić swojego, żeby
na polu bitwy otwierał portal i darł się wniebogłosy do swojego pana!




Nie myślałem o tym kiedy i jak go pomaluję. Wiedziałem od samego początku, że ustawiam
wysoko poprzeczkę. Najbardziej szczegółowy, największy, sporo szczelin - ogólnie trudny model.
Malowanie rodziło się w bólach - dosłownie! Figurka notorycznie się przewracała, spadła
dwa razy na podłogę. Raz ułamała się ręka trzymająca sztandar - już myślałem, że "kółko"
diabli wezmą. Potem ogniwo łańcucha! Na szczęście klej zrobił to co powinien i nie ma
śladu po operacji. Ale model strasznie niewymiarowy, niekształtny i niewdzięczny.
Utrudnione manewrowanie nie pomagało w malowaniu. Byłem strasznie zmotywowany aby go
ukończyć. Specjalnie wcześnie wstawałem. Miałem plan - codziennie pomalować, cokolwiek.
I tak też się stało, codziennie, kawałek po kawałku. Byle do przodu! Model został
przeze mnie ukończony. Czułem satysfakcję patrząc jak z dnia na dzień owoc pracy dojrzewa.
Niestety efekt końcowy troszkę ostudził mój zapał. Poszkodowanym lepiej zająć się później,
kiedy nasz skill wzrośnie. Na zdjęciach figurka wygląda jakby była malowana w trybie
BASIC. W rzeczywistości nieznacznie lepiej to wygląda, ale też zdjęcie nie pokazuję
dokładnie twarzy którą spartoliłem. Oszczędziłem sobie wykończenie "kółka", bo chyba
nie opanowałem jeszcze techniki nakładania farb typu Layer. To chyba tyle mojej
przygody.

Dla porównania proponuję obejrzeć Bloodsecratora pomalowanego przez Liefather'a z bloga NerdWorkshop. Widać gołym okiem, że jeszcze mi trochę brakuję. Nic to, pozostaję mi
tylko trening, bo jak wiadomo, ten czyni mistrza!

Zapraszam do oglądania!







Ps. To już piętnasty pomalowany model !!!!!!111

*Janusz Laskowski - Śnił mi się rodzinny dom

2 komentarze:

  1. Bardzo fajny wpis - szczególnie początek. Tak właśnie wygląda malowanie ludków w praktyce :) Nie jest to bynajmniej łatwe ani przyjemne. A efekt końcowy - bardzo ok. Widać wyraźny postęp w stosunku do poprzedniego khornowca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem miałem prawie wszystkie kolory farb. Mogłem naśladować malowanie pana Duncana Rhodesa niemal w całości, a nie wybiórczo. Stąd i efekt troszkę lepszy - ja bym rzekł bogatszy. I znowu nastąpił efekt "przespana noc". Poszkodowany jakby nabrał... apetytu następnego dnia ;) Ale ten efekt jest tak mikroskopijny, że na zdjęciach nie będzie widać różnic.

      Usuń